[365]

[11 Jul 2017]

(…)
Zdaje się, w minioną środę, o poranku, zastukał do drzwi Wynajemcowy.
Ledwiem otworzyła, zza pleców Wynajemcowego wyskoczyła Wynajmcowa i wpadłwszy w neurotyczne drgania zaczęła z siebie emitować przesłanie, że 'ważneważneważneważneważne', że to, co mi zaraz powie Wynajemcowy to najważniejsza rzecz jaką usłyszę w życiu.
Takoż zamarłam w oczekiwaniu!
Zastygłam z emocji, że może oni akuratnie zleźli z jakiejś góry, gdzie dano im w depozyt przykazania wersja 2.0 i akurat do nas było im najbliżej i najbardziej po drodze.
Były przesłanki.
Wynajemcowy był cały zapocony, cały mgłą zaszedł, rzęził i ciężko w nim świszczały bajpassy.
Za jego plecami Wynajemcowa wykonywała nadal jakiś układ choreograficzny 'ważneważneważneważneważne' sprowokowany raczej odstawieniem prozacu niźli autentyczną fascynacją Barysznikowem.
Taka scena.
Ja w pidżamie, Wynajemcowy walczy z niewydolnością krążenia, w tle Wynajemcowa – kankan, naprzemiennie z pasodoble.
Moja moralna autonomia nie mogła się zdecydować, czy zepchnąć ich ze schodów, czy wzywać ambulans.
Na szczęście dla autonomii, dalej jest tak, że po sześćdziesiątym ósmym zapewnieniu Wynajemcowej, że 'ważneważneważneważneważne', Wynajemcowy siłą woli powstrzymuje tachykardię i wychrypia coś w ten deseń: Pani da telefon do męża!
(Za plecami sto pięć kilo Wynajemcowej nadal skanduje 'ważneważneważneważneważne'.)
Gdym oddaliła się po notatnik z telefonami i wróciłam po tygodniu, stan Wynajemcowego był nawet dość stabilny, wskazywał, że pod moją nieobecność tenże zdefibrylował się przy użyciu dynama z roweru i baterii od dzwonka do drzwi. A Wynajemcowa nadal drgała i robiła chórek.
Nim zdążyłam, dostojnie przy tym obśliniając palec wskazujący, z godnością przekartkować notatnik do litery EM jak mąż, Wynajemcowy poddał się i uznał, że wystarczy mu mój telefon.
Mój Boże, toć przecież musiałam zamknąć ten notatnik i przewracać z godnością do ŻET jak żona!
Dotarłam prawie do KA, gdy Wynajmcowy nie zdzierżył, oddarł róg recepty na xanax, którą wytrząsnął z Wynajemcowej i zapisał mi tam sekwencję liczb mówiąc, żebym sobie sama zadzwoniła.
Do kogo i w jakim celu tego się już nigdy nie dowiemy, bowiem Wynajemcowa w trakcie podskoków w pobliżu okna zauważyła, że gołąb defekuje im na limuzynę i pobiegła się mścić, a Wynajemcowy za nią.
Tak, zostałam z narożnikiem tej recepty, ale wyparował!
Może uległ samozniszczeniu?
A może wystarczyło, że Biskwit przeszedł obok?

(…)
W ciągu dwóch dni wykonywania pracy zawodowej przeszłam dwa większe i kilka pomniejszych załamań nerwowych, usłyszałam około czterdziestu wzajemnie się wykluczających porad odnośnie fengszui skrzynki mejlowej, otrzymałam dwadzieścia siedem linków do sekretnie zahasłowanych, kluczowych stron internetowych oraz przekonałam się, że do części z nich kod dostępu administratorzy zabrali ze sobą na wakacje, a w skrajnych przypadkach, nawet do grobu.
Jeszcze nie mogę się zdecydować, czy jest fajnie, czy może wręcz przeciwnie.
Ale gdy nikt nie patrzy, to zakradam się głaskać bakterie.


©kaczka
36 comments on "[365]"
  1. Ale że w niemieckiej firmie taki bałagan?? fiu fiu!
    ****
    z moich niemieckich doświadczeń praco-badawczych wychodziło, że to tylko Niemcy przeżywali reguarne załamania nerwowe (równo co 6 tygodni, trwające równo po 4 dni), reszta narodowości jakoś nie... czyżby nam się Kaczka zgermanizowała była? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anionka, to juz nie te Niemcy z czasow Dojczmarki i katalogow Neckermanna na lakierowanym papierze :P Moze dlatego zatrudnili kaczke? Putzfrau z Polski na ratunek :PPP

      Delete
    2. Zatrudnili Wunderkaczkę. Niemcy mogą głosić wyższość swoją ale to tylko leczenie kompleksów. Zawsze potrzebowali słowiańskiego pierwiastka inaczej to jak chów wsobny.

      Delete
    3. WUNDERKACZKA!!! :*
      Zacytuje Biskwita i jego fuzje jezykowa: Oh my GOTT!

      Delete
    4. To już dialekt montessoriański.

      Delete
  2. Te hasła dostępu zapisali pewnikiem na jakimś kawałku recepty, podpowiem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cieplo, cieplo, Jarecka... GORACO!
      :P

      Delete
  3. I nie dowiemy się o co chodziło?
    Kaczko, jak tak możesz? ;-)
    Wyobrazilam sobie jak bakterie mrucza z zadowoleniem :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. I machają rzęską jak pies nogą ;)

      Delete
    2. Ja mysle, ze Wynajemcowi jeszcze tu wroca. Sa jak para dorodnych bumerangow!

      Bakterie! Och, powiadam wam, tesknilam :)

      Delete
    3. a co na to wyznanie drożdże?

      Delete
    4. Z drozdzami widzimy sie w srode. Bedzie tete-a-tete nad szalka :P

      Delete
  4. Pracując z Niemcami i próbując się czasem przedostać przez ich zasieki z haseł, które wzajemnie się blokują oraz "haben Sie seine IP uns gaben, ja?", jakoś mnie to nie dziwi.
    Pogłaszcz jaką sympatyczną bakterię ode mnie.

    PS A dostałaś pracę dlatego, że wpisałaś jako referencję fakt posiadania roqueforta na ścianie? Muszę to wiedzieć!

    ReplyDelete
    Replies
    1. To pytanie nurtuje wszystkich. Nawet mnie :P
      Z jednej strony chcialabym powiedziec, ze to przez moja fajnosc i blyskotliwosc i platynowe CV, ale tak po prawdzie przez interwencje sil najwyzszych i fakt, ze moj szef sie uparl, zeby mnie zatrudnic. Wbrew logice i zdrowemu rozsadkowi.
      To troche przypomina wstep do 'Przenosnych drzwi' Holta. Codziennie rano sprawdzam, czy nie zmaterializowal mi sie w przedpokoju Ekskalibur :PPP (Zszywacz jeszcze sie nie pojawil.)

      Delete
  5. No i co teraz?! Jak nie zadzwonisz, to za kilka dni pewnie znowu zastuka do Twych wrót duet Wynajemców z kolejnym baletem! A kto wie, moze tym razem jeszcze zuzyja instrumentów - na przyklad dętych!!!
    Biskwit, oddaj ten swistek!

    (Ale widze, widze to, drgajaca w pasadoble Wynajemcowa, swiszczacy Wynajemcowy, podklad muzyczny, na Pierwotna Chlamydie, cudowne przedstawienie :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na bank sie zmaterializuja. Tyle, ze maja marne szanse, by o klasycznych porach tej materializacji zastac nas w domu.
      Takie marnotrawstwo!

      (Przetrzasnelam Biskwita, przetrzasnelam Norweskiego, ale bez szans. To byl naprawde rozek. A u nas zginelaby i Panorama Raclawicka.)

      Delete
  6. Fuzja dramatu z baletem jest zawsze poruszająca. A jak przeprowadzka Kaczko? Że bezczelnie zmienię temat:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cholera, dobrze, ze przypominasz. Jeszcze przeprowadzke trzeba ogarnac!
      Wynajemcowi milcza w temacie.
      No, chyba, ze to byl telefon do nowych lokatorow :P

      Delete
    2. Bo wiesz Kaczko, mnie już aż telepie z ekscytacji na Twoje opisy. Na wszelki wypadek robię zapasy i mrożę, żeby nic mnie nie odrywało od lektury:)

      Delete
    3. To moga byc krwiste opisy, gdyz Norweski troche sie miga od pakowania :P

      Delete
  7. Mój osobisty syn miał swego czasu hasło do komputera zapisane na kartce przyklejonej do spodu blatu biurka. Żeby je wydobyć trzeba było się tam wczołgać, zapisać na kartce, wyleźć i tym cudownym sposobem hasło leżało na biurku. Jak coś jest na miejscu to najtrudniej znaleźć.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Geniusz ergonomiki!
      Norweski, na przyklad, ma notes na hasla.
      W celu zmylenia haslokradcow nie zapisuje, do czego sa to hasla.
      A notes prowadzi od 2003 roku.
      Pol roku temu zapytalam o haslo do uprawnien administratora w moim laptopie, ktore kiedys Norweski trzasnal. Jeszcze rok, dwa i sie znajdzie :P

      Delete
    2. hihihi, mam jak Norweski! tyle, że luźne karteluszki wrzucam zawsze do tej samej szuflady - czasem szybciej mi idzie hakerskie złamanie hasła, niż wypróbowanie całych szufladowych zasobów... moją zmorą w .de były serwery, które przymuszały do zmiany haseł co miesiąc i nie pozwalały na powtórkę przez przynajmniej 2 lata... brrr...

      Delete
    3. Napisałam wczoraj dwa komentarze i obydwa przepadły, buuu.
      No i straciłam wątek.
      Kaczko to hasło się odnajdzie jak tylko zutylizujesz laptop. Nie będzie potrzebne to po co ma się ukrywać.
      Anionko, też kocham takie wymuszanie zmiany hasła, a jeszcze warunek jest taki, że nowe hasło musi być różne od poprzedniego i może się w nim powtarzać tylko jeden znak. I tak se człowiek wpisuje siedem razy nowe hasło a ono za każdym razem nie spełnia wymogów. A szuflada się zapełnia.

      Delete
    4. Kaczko, moj germanski maz takze ma notes do hasel i loginow i takze nie zapisuje w nim, do czego sa. Czyzby to jakas starogermanska tradycja? ;-)
      Zapytam tylko, czy Norweski tez ma patent na hasla-żylety? Moj maz wymysla zdanie typu " Ice do Hamburga wyjezdza o 15 : 43 " I pierwsze litery slow w zdaniu tworza jego niezniszczalne haslo. ;-)

      arbuz b.d.

      Delete
    5. Arbuzie, nieustannie slysze o tych cudownych mnemotechnikach, ale on te zdania zapisuje w notesach i niestety, konsekwentnie nie zaznacza, do jakich sejfow te hasla :P

      Kapeluszniku, przeszukalam schowki w komantarzach. Faktycznie, komentarze przepadly. Czasem wpadaja do spamu, czasem do czekajacych na zatwierdzenie. Nic. Pusto. Buuu...

      Anionko, no i teraz mam tak samo. Zmiana co miesiac i w niczym nie moze byc podobne do poprzedniego. Z rozrzewnieniem wspominam angielskie obyczaje, gdy przez wszystkie te lata po prostu zmienialam cyfre na koncu :P

      Delete
    6. Kaczko, jestem wzruszona Twoim zaangażowaniem. Pisałam te komentarze na tablecie i przez wifi i myślę, że to jakość mojego internetu i chimeryczność tabletu zawiniły.

      Delete
  8. Ja się Kaczko szykuję na kolejny macierzyński i zastanawiam się, jak to będzie po kilku latach przerwy - w sensie, ile wyparłam :)))

    Pozdrowienia dla bakterii!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oooooo!!!
      Przezornie zaloz, ze wyparlas wszystko. Czysta karta :P
      Kolejne modele sa wszak tak rozne od prototypow :P

      Delete
  9. Icoicoicoicooooo? Dzwoń! :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale jak?! Numer sie nie odnalazl!

      Delete
  10. A czy Wynajemcowie przyjeli juz do wiadomosci ze sie wyprowadzacie czy beda was nawiedzac w nowym mieszkaniu? A tak a propo przeprowadzek uracze Cie opowiescia - jutro wlasnie przeprowadzam sie po raz kolejny (tym razem nadal w obrebie Wiatrakowa). Biorac pod uwage ze to moja 13 przeprowadzka w przeciagu 12 lat (tak, tak dobrze czytasz TRZYNASTA) malo rzeczy mnie stresuje. Trzeba pomalowac? no problemo. Nie ma na czym spac? Ojtamojtam, od czego sa dmuchane materace. Nie mam czasu sie spakowac? No przeciez pakowanie sie w sam dzien przeprowadzki za wielka wode jest rzecza najnormalniesza w swiecie. Nie pisze tego wszystkiego zeby sie chwalic tylko aby tlo sytuacyjne bylo wyraziste - mam luz w gaciach jesli chodzi o przeprowadzi. A przynajmniej myslalam ze mam bo obecna zmiana adresu zaskoczyla mnie jak zima drogowcow. Przeprowadzamy sie tym razem do nowo oddanego budynku, ktory kiedys byl szkola podstawowa wybudowana jescze "za Niemca" - oszalamiajacy metraz, wysokie sufity oraz taras na dachu sprawily ze dobrowolnie i ze spiewem na ustach podpisalam umowe o wynajem machajac reka na to ze mieszkanie moglam sobie poogladc jedynie na komputerze bo prace budowlane trwaly. Agentka robila dobre wrazenie i kiedy wybraismy sie na wizytacje w marcu wygladalo na to ze skoncza ze wszytkim na czas oddania projektu. Zaplanowalismy wiec ze wystarczy nam tydzien na drobne wykonczenia pomiedzy oddaniem kluczy a przeniesienim gratow. Ot tak sobie moze cos machniemy farba, wkrecimy zarowke lub dwie i dokupimy szafke w kuchni. ha . ha . ha ha.... Nie wiem czy wiesz Kaczko ale w Wiatrakowie dominuje kult tzw. "klusjes" jest to wyraz ktory oznacza ni mniej ni wiecej niz "drobne prace remontowe". Z tym ze te "drobne" prace obejmuja wszystko od przykrecenia srubki do budowy Taj Mahalu... Jest nawet taki popularny program w telewizornii: "Pomocy moj maz jest zlota raczka!". W kazdym razie pod "klusjes" podpada takze polozenie podlogi i ja w zacmieniu umyslowym zgodzilam sie ze tak jak najbardziej damy rade - polozymy podloge sami. Na 105 metrach kwadratowych... Moj osobisty Holender zapewnial ze zajmie nam to dwa dniu a reszta poswiecimy na te srubki i wybor lamp. Ach Kaczko mialam taka piekna wizje - wezme 4 dni wolnego, 2 spedze na podlodze a 2 na lataniu po Ikeach i innyhc takich. No coz -Errare humanum est jak to mowia. Klucze odebralismy w zeszly piatek i od razu zrobilo sie wesolo gdy okazalo sie ze dwa okna sie nie otwieraja, brakuje dwoch zamkow, "nie, deski w stropie nie sa zabejcowane, a mowilismy ze beda?" i milion dwiescie inncyh drobiazgow. Ukoronawaniem wszystkiego byla ~1cm warstwa pylu betonowego zalegajaca na WSZYSTKIM od podlogi az po strop. Nic to spedzilismy sobote i niedziele na sprzataniu, przyszedl poniedzialek i okazalo sie ze podlogi nie da sie polozyc od reki gdyz poniewaz azaliz troszku krzywo im sie wylewka zrobila i czesc betonowej podlogi trzeba jescze wygladzic.... Oszczedze ci dalszych szczegolow ale wynik jest taki ze jest piatek, podloga co prawda lezy ale pracowalismy obydwoje od 7mej rano do polnocy, mam odbita reke, rozwalone kolano nie moge sie za bardzo wyprostowac bo mnie lupie w krzyzu. Oczywiscie nie wkrecilismy ani jednej srubki a o szafkach mozna tylko pomarzyc (nie mowiac o malowaniu). Moj osobisty Holender zostal w domu obarczony zadaniem pakowania gratow a ja wyskoczylam do pracy na chwile oporzadzic studentow i myszy. A ze do i z pracy mam przyjemne 30 min metrem to i na bloga mam czas zajrzec sie wyzalic :) Trzymaj za mnie kciuki bo jescze chwila i jak mowil wieszcz zakurwię komus z laczka i poprawię z kopyta. Pozdrawiam bakterie!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Borze szumiacy! Jak cudownie przeczytac, ze ktos ma GORZEJ! :P
      Dzielniscie niesamowicie.
      Podlogi bym sie nie odwazyla klasc. Na podlodze to ja sie najwyzej moge sama polozyc.
      Natomiast - UWAGA! - w zwiazku z bakteriami bede dosc regularnie, zdaje sie nawet co dwa miesiace, bywac w Holandii. Pomoc wam sprzatac?

      Delete
    2. PS Wynajemcowie nadal w wyparciu. Troche sie martwie, ze sie zorientuja, ze mieszkamy po drugiej stronie ulicy i zaczna przychodzic na herbate :)

      Delete
    3. Gorzej jak zacznie przychodzić tępić grzyba, z ekipą.

      Delete