[315]



[22 Nov 2016]

(...)
Kiedy Biskwit, w akcie konsumowanej na zimno zemsty, zmienił mi ustawienia telefonu na jeden z dialektów Uttar Pradesh i prawdopodobnie zamówił tam również pizzę w licznych kopiach, która wraz z rachunkiem dotrze tu za kilka tygodni, tknęło mnie, że to słodkie i urocze dzieciątko może nieszczególnie odnaleźć się w pruskiej dyscyplinie Szwabskich Kluseczek.
A także, że nie stać mnie, aby odbudować przedszkole z ruin, gdyby, na przykład, pewnego dnia się okazało, że kompot był za słodki, a wieszaczek z wiewiórką źle spoglądał na Biskwita.
To była druga, zbiorcza myśl. 
Pierwsza, sugerowała, żeby koniecznie sprawdzać, przed wyjściem z domu, nie tylko, czy w plecaku młodzieży są suche gacie na zmianę, ale czy nie ma tam zapałek, dynamitu lub teksańskiej piły mechanicznej.
A może najlepiej po prostu zainstalować w drzwiach detektor metali i skaner trotylu?
A może znaleźć alternatywną placówkę w typie: pokój, Mozart, miłość, szachy, lava lamp, group hug i hinduskie kadzidełka? Tak na wszelki wypadek, gdyby ząb za ząb okazał się zbyt dosłowny i bolesny dla obu stron?
I tak trafiliśmy na spotkanie informacyjne Kościoła Wyznawców Montessori.
Wjechaliśmy tam, całą rodziną, pchając Biskwita w lektyce, a Dyrekcja od progu: 'Kiedy poród?'
Nim zdążyłam się zapowietrzyć, nim zdążyłam się obrazić, że nie, nie jestem w ciąży, a to jak wyglądam to wyłącznie wynik przywiązania do pączków i precli, a w ogóle to sąsiedzi  spod ósmego mówią, że jak raz chudnę w tyłku... to się okazało, że to nie była wycieczka na temat wszystkich moich nieudanych randek z Chodakowską, a jedynie zawoalowana sugestia, że Biskwita należało wciągnąć na listę w 2012.
Na widowni  pod amboną Montessorian widać było dwie dominujące grupy rodziców. Jedni w niepoluzowanych krawatach, o palcach przytrzaśniętych klawiaturą biznesowych laptopów. Drudzy, w ręcznie farbowanych tunikach z ekobawełny, pogryzający  seler naciowy wyhodowany na nawozie z własnej placenty.
A na środku wózek z chrapiącym Biskwitem. Zarówno wózek, jak i Biskwit tak brudni, jakby przez rok wychowywały ich wściekłe [1], bagienne wilki.  Przy czym wózek na pewno można wychować, z Biskwitem to jednak zupełnie inna historia.
- Czy mają państwo jakieś pytania?  - zapytała Główna Kapłanka pod koniec swego kazania o wyższości montessorianizmu nad innymi religiami.
- Ale jedzenie to aby na pewno jest bio? – padło pytanie z sali.
I gdy Kapłanka potwierdziła, że tak, oczywiście, dzieci jedzą wyłącznie szczęśliwy makaron i piją wodę mineralną z wolnego wybiegu, obie grupy rodziców odetchnęły z nieopisaną ulgą. I już im było wszystko jedno, czy ich potomstwo zamyka się w ciemnej piwniczce, czy wiesza na haczykach w szatni do czasu aż ktoś je odbierze. Grunt, ze makaron się dobrze bawi.
Fakty są  takie, że w placówce jest pięć wolnych miejsc na czterystu dwudziestu sześciu chętnych pracowników korporacji i stu dwudziestu ośmiu miłośników selerów naciowych. Na 2018.
Ale ponieważ mam tendencje do samoudręczenia, pobrałam kwity i oto siedzę i piszę CV (!)
dwulatka (!).
(Ostatecznie, jeśli nie Biskwit to może prawnuki?)
'Co Państwo chcieliby nam opowiedzieć o swoim dziecku?'
O Biskwicie?
Bardzo dużo!
Ale jakże mam to uczynić, skoro na tę opowieść przeznaczono wyłącznie dwie linijki tekstu.
I nie wiem, co wybrać: że ma bardzo bogatych i wpływowych rodziców, czy, że jest mistrzem świata w konkurencji układania różowej wieży na czas?
Każdy w końcu jakoś tam zawsze koloryzuje w życiorysie.
A w styczniu, dla rozrywki, wybieram się na spotkanie Sekty Ultraortodoksyjnych Waldorfian.
Spodziewam się, że będzie mowa o uprawach rolnych, dojeniu przedszkolnych kóz, kosmologii, braciach Grimm i że trzeba było zapisywać w 2010.

[1] żeby uzasadnić wodowstręt

(...)
A tu jeszcze rano Blogger.com napisał do mnie, krasząc list fajerwerkiem, że wycenia mój potencjał zrobienia finansowej  kariery tu, na tym blogu na dwadzieścia ojro.
Miesięcznie.
Naprawdę pomogłoby, gdybyście napisali, że w waszych oczach jestem bezcenna!
 

©kaczka
56 comments on "[315]"
  1. Ha, byliśmy na identycznym spotkaniu tyle że w sąsiednim landzie (chyba ;) ) i w szkole a nie w przedszkolu ale grupa rodziców jakby ta sama ... Obejrzeliśmy szkołę, obejrzeliśmy rodziców, obejrzeliśmy formularz z licznymi pytaniami o szczególne zdolności i zainteresowania pięciolatka oraz polem na szczegółowy opis co rodzic może zrobić dla szkoły i wystarczy ...
    Trochę mnie przerażasz Kaczko opisami starć z tutejszą edukacją bo my rok za Dynią i całkiem nie tutejsi co trochę komplikuje sytuację ale i tak lubię podczytywać :)

    AZ

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pomysl, ze moze ja tu wlasnie kresle najczarniejszy z mozliwych scenariusz z nadwyzka selerow naciowych i nadopiekunczoscia wzgledem stad makaronow, a wam sie trafi placowka jak zloty samorodek!
      (Mowia, ze w Bawarii sa najlepsze te placowki.)
      My niby tutejsi, a jak dzieci we mgle.
      Ale podoba mi sie, ze sa placowki, ktore jasno stawiaja sprawe 'co rodzic moze'. Mowia na miescie, zesmy sie nie zalapali do eksluzywnej szkoly, bosmy nie zaproponowali 'darowizny' na rzecz. Phi! No gdyby powiedzieli wprost to przynajmniej sprawdzilabym po ile chodza nerki i inne organy. Cudze nerki i cudze organy.
      :*

      Delete
    2. Nic mi nie pozostaje jak tak właśnie myśleć, szkoła już wybrana, termin gonił, teraz trzeba mieć nadzieję ... Ale jakaś nikła ta nadzieja po doświadczeniach z przedszkolem i gimnazjum starszaków (chlubiącym się że jest najstarszą szkołą w całej Teutonii, ale nie sprawdzałam ile szkół się tym chlubi a może ich być więcej).
      Bawarią mnie nie pocieszyłaś, źle obstawiłam (ale poprawię się, dopiero doczytuję starsze wpisy) i nie jesteśmy sąsiadkami. Tu w NRW oczywiście też wszyscy twierdzą, że edukację mają ą i ę.
      A i na mieście chyba mają rację, w każdym bądź razie na naszym mieście mówi się to samo ...

      AZ

      Delete
    3. Slowem, pieniadze szczescia nie daja, ale kusi zeby samemu sie przekonac :-)

      Trzymam kciuki! Co nas nie zabije to wpedzi w nalogi!

      Delete
  2. Samo sformułowanie "seler naciowy wyhodowany na nawozie z własnej placenty" wyceniam na milion dolarów. Przeliczone przez liczbę zdań w tym poście, przez liczbę postów, to daje iloraz nieznany dotąd ludzkości.
    Nawet ultrasom edukacji alternatywnej.
    (Bo na Żylecie naszego teatru życia siedzą jeszcze homeschoolersi...)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iloraz w bilonie i banknotach! Yey!

      U nas homeschoolersi jesli wystepuja to siedza w mrocznych kanalach pod miastem i wychodza z nich wylacznie noca. Ale moze los wie, co robi odbierajac mi urzedowo taka alternatywe? Zupelnie nie mamy do siebie z Dynia cierpliwosci :-)

      Delete
  3. Za ten chociażby szczęśliwy makaron i wodę z wolnego wybiegu daję 21 ojro. Miesięcznie. Pisz. Bo ja czytam:D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Udam, ze nie widze, ze to po znajomosci :-)

      Delete
  4. Do szkoły już nie zapisujcie. I tak za późno. Pomyślcie od razu o jakichś rozsądnych studiach. Tam też może obowiązywać kolejność zgłoszeń. ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To prawda! Ale jakie to sa 'rozsadne' studia? Biskwit pewnie zredefiniuje 'rozsadek'.
      No i przebywajac z Biskwitem czlowieka czasem nachodzi taka nagla mysl, ze moze szkoly z internatem maja pewne plusy? :-)

      Delete
  5. wyceniam na milion milionow :)

    ReplyDelete
  6. Nie ma tyle złota na świecie, co cenności i celności w Kaczce!

    Waldorf? Włóżcie wełniane czapki* i zatańczcie swoje imiona**.

    * w ramach ochrony przed promieniowaniem. Zwłaszcza z mikrofalówek i telefonów komórkowych.
    ** pokazując tym samym, że podstawę programową macie w jednym palcu ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Odkad pokazalas nam, jak tanczy sie imiona, podwieczorek u Waldorfian zaczyna jawic mi sie jako wydarzenie nadchodzacego sezonu!

      Delete
  7. Czy w Heimacie nie przedszkoli i szkół, które są placówkami edukacyjnymi?
    Chodzi mi o naukę wiązania sznurowadeł, jedzenia przy stole, rozpoznawania literek itd?
    Może nie powinnaś żałować Dyrekcji Szwabskich Kluseczek, niech ich ktoś w końcu wychowa i będzie to pierwsza w tym regionie placówka edukacyjna z prawdziwego zdarzenia, a zapisy do niej będą na 10 lat wcześniej. Ludzie będą mówili: Moje dziecko chodzi do Szwabskich Kluseczek, tych zreformowanych przez Biskwita.
    I będziecie sprzedawać licencję na na metodę Biskwittori, wychowującą wiele pokoleń Derekcji.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ha ha :))) Kapelusznik racje ma, czas wyhowac ta edukacje!!!
      I co roku potem bedziemy obchodzic z duma i radoscia Wielka Rocznice Biskwityzacji!

      Delete
    2. I choć to już nie jest możliwe, bezcenność Kaczki jako jednostki ukierunkowującej (lub chcącej za taką uchodzić) małoletnie osoby, wzrośnie niebywale.

      Delete
    3. No, to nie takie trudne podniesc swa wartosc z 20 ojro, tak mysle :-)

      Kapeluszniku, no wlasnie, szukam i szukam i nic! Kazdemu cos dolega. Jedyna nadzieja w rewolucji Biskwita!

      Delete
    4. Może nie szukaj placówki idealnej ale takiej, której mankamenty możesz przełknąć. Wiem, trąci malizną, ale zawsze wtedy będziesz miała mnóstwo tematów na bloga.

      Delete
  8. Replies
    1. Raduje sie niepomiernie! (Googlu pokazuje ci jezor!)

      Delete
  9. jesteś absolutnie bezcenna, z mej strony potrącam jedynie wydatki na czyszczenie zaplutego monitora, bowiem czytam regulatnie i Twój wpis do śniadania ustawia mi dzień. Dzisiejszy zawiera słowne perełki które teutońska edukacja (a właściwie to boje z nią) wydobywają na światło dzienne i rzucają przed czytelników. Szkoda jeno że kosztem Biskwita i Dyni. Co takiego jest w oświacie że potrafi podcinać skrzydła? Młodym i starszym

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czemu ja wczesniej nie wpadlam na pomysl, by pozwolic Czytelnikom wycenic kaczke :-)

      No wlasnie, co takiego z ta oswiata, ze wszedzie, z jakimis nielicznymi wyjatkami od reguly, jakimis malenkimi wysepkami na morzu nienormalnosci, cos jej dolega? Czynnik ludzki?

      Delete
  10. Musiałam poczytać o tych Waldorfach, żeby nie wyjść na ignoranta (którym niewątpliwie jestem, ponieważ mnie nadal Waldorf jedynie z Panem Jerzym i sałatką się konotuje). Biskwitowi dopisz koniecznie w CV umiejętności charakteryzatorskie markerem waterproof. Poza tym Kaczko złota, bezcennaś!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Salatka Waldorf! No, tu mysl moja galopuje natychmiast w strone Hotelu Zacisze! Moze to jest trop, pojsc na oswiate z ogrodowym krasnalem, albo poszczuc ja chomikiem syberyjskim!
      A o Waldorfianach wywiazala sie nam tu rozmowa w kuluarach i nikt z obecnych nie byl w stanie przedstawic, czym konkretnie wyroznia sie obrana przez nich taktyka? No, chyba, ze tajemniczoscia :-)

      Zlota kaczka! Och, gdyby google placil w zlocie od kilograma ;-)

      Delete
  11. Kaczko droga, 20 ojro to za każdy znak, łącznie ze spacjami. Jak dla mnie jesteś cudowna i bezcenna. W dodatku dajesz niezłego kopa do życia, a to już nie jest do wycenienia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Biore, biore!
      (Bardzo mnie lechce ta wycena kaczki!)

      Delete
  12. Phi tam, Kaszmirzatko poleciało juz z dwóch przedszkoli. Za trotyl. Demolkę. Teraz jest w trzecim. Naszpanie mówią, że gdyby wzrok zabijał, to one by juz dawno nie żyły. Wzrok!!! Wzrokiem mu pozwalam zabijać, byle nie pięścią. A Kaczuszka niczym złoto! Bezcenna

    ReplyDelete
  13. Acha i naprawdę lepiej żeby mój syn i Biskwit sie nie spotkali. Nie zostałaby nic żywego na tej planecie, ani nic, z czego życie mogłaby sie odrodzić za miliony lat.

    ReplyDelete
    Replies
    1. O rany! Tak, to ten sam typ wzrokowego mordercy. Dzisiaj dokonal rzezi na lekcji ksylofonu. Biskwit chcial wystapic w piosence jako kotek, od wczoraj fantazjowal o tym, jak bedzie kotkiem grajacym na ksylofonie. I co? Chinczyk mu podebral kotka! Od Pekinu po Szanghaj wszyscy nie zyja!

      PS Trzy? No, wysoko ustawiona poprzeczka. Porozmawiajmy w okolicach sierpnia ;-)

      Delete
  14. "I gdy Kapłanka potwierdziła, że tak, oczywiście, dzieci jedzą wyłącznie szczęśliwy makaron i piją wodę mineralną z wolnego wybiegu, obie grupy rodziców odetchnęły z nieopisaną ulgą. I już im było wszystko jedno, czy ich potomstwo zamyka się w ciemnej piwniczce, czy wiesza na haczykach w szatni do czasu aż ktoś je odbierze. Grunt, ze makaron się dobrze bawi."

    :-)))))))
    Czad, genialne :-)))
    Ten opis to dokladnie niemiecka klasa srednia :-)))
    Wiecej prosze :-)

    arbuz b.d.


    ReplyDelete
  15. Bez kozery powiem pincset. Milionów.
    Twoje sformuowania, ktore miedlimy w w pamięci tygodniami są bezcenne. Np jak Biskwit trzasną drzwiami bez litosci dla framugi. Pozdr. A

    ReplyDelete
  16. Ale to nie przeszkoda, żeby pobrać te 20 ojro. Za godzinę pisania, może być?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Google zaproponowal, zebym reklamowala lodowki, odswiezacze pokojowe i dania z drobiu. To pozwala wyciagnac interesujace wnioski na temat zyciowych potrzeb Czytelnikow kaczki :-)

      Delete
    2. Kaczka polecająca dania z drobiu - cóż za wysublimowane wyczucie :)
      Kaczko jesteś BEZCENNA
      Pozdrawiam Alina

      Delete
  17. Kaczko, ni ma takich piniondzów, żeby wycenę zrobić :*
    PS Byłam z Ewą w pkolu waldorfskim na jakichś zajęciach. Za słabo śpiewam, za mało mam przy tym entuzjazmu i na dodatek koszmarnie szyję. Uznałam, że się nie nadaję. Ja ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tam trzeba szyc?! (No, to problem sam sie rozwiazal!)
      A taka Jarecka to pewnie uszylaby zyciorys ;-)

      :*

      Delete
  18. O ja cie, z ciekawości weszłam na stronę przedszkola, które nazywa siebie Waldorfskim. Już same opisy przyprawiają o dreszcze. Najbardziej podobał mi się fragment o sprzątaniu z użyciem siły wyobraźni. nie wiem jak silna musiała by być moja wyobraźnia, żeby moje dzieci posprzątały. Nawet jeżeli tak robiły jak były małe to teraz im przeszło. Ale co ja tam wiem, no i mogę po prostu być złą matką.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A ja to sobie po prostu wyobrazam, ze jest posprzatane! Moze jest we mnie jakis nieodkryty pierwiastek waldorfizmu! Przekonamy sie w styczniu ;-)))

      Delete
  19. A w naszej świątyni montessoriańskiej jest jeszcze trzecia silna frakcja rodzicielska - z pobliskiego kampusu unczelnianego, stadko Sheldonów Cooperów... Och, ależ byś miała co pisać o gromadzie dzieci Sheldona! Twoje notowania z miejsca by zwyżkowały do 21,50! Przeprowadzajcie się, są jeszcze dwa wolne miejsca (i to sekretne!). Derekcja sobie dobiera rodziców w ciekawy sposób. Aby odstraszyć nadwyżki "korpoludów" - zagląda im głęboko w oczy i wygłasza sentencje typu:"edukacja jest ważna, ale w naszej szkole najważniejsza jest ewangelia", a do "selerowców" coś o dyscyplinie głosi. A Kaczkodziatki byłyby z miejsca przyjęte :)

    (a do pozostałych chętnych rodziców proponuję wysłać maila z niewinnym zapytaniem, czy to prawda, co mówią na mieście, że w tej placówce świeżb, wszy, owsiki i e.coli?)

    ***********
    dla mnie absolutnie naj naj tyś! (najmojsza Daga od drożdży na wieki!)
    ****
    i z deczka niepokoi mnie Twój narastający fame...
    bo to się zawsze źle kończy...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaki fame, jaki fame? Dzis juz nawet nie dwadziescia, a dziewietnascie czterdziesci piec! Dobrze, ze Czytelnicy mi sypneli z gorka, wiec nie mam debetu na karcie :-)

      Dzieci Sheldona! Czego sie nie robi dla notki na blogu, nawet przeprowadzke! :)

      A jak z ciagloscia montessorianskiej edukacji (tu i teraz, bo o nadchodzacych reformach zmilcze) - po podstawowce macie gimnazjum? Tu jest podstawowka, planuja gimnazjum, ale od razu zastrzegaja, ze nie moga mlodziezy przygotowac do matury, bo religia zabrania im wystawiania ocen.
      Yyyyy...

      Delete
  20. Razu jednego podróżowałam w poprzek Devonu w towarzystwie starszego Brytyjczyka raczącego nas rozmaitymi lokalnymi dykteryjkami. W jednej z miejscowości opowiadał o działającej tam niegdyś szkole Waldorfskiej, którą zamknięto jakiś czas po tym, gdy najstarsi uczniowie zaczęli nosić podkoszulki z nadrukowaną nagą żoną dyrektora na nich. Ale może to była szkoła demokratyczna. Tak tylko mi się przypomniało;)

    A te dwie dyszki to oni Tobie za każde wejście na bloga powinni odpalać.

    ReplyDelete
    Replies
    1. I żeby nie było, chodziło mi jedynie o uwypuklenie kreatywności dzieciątek odpowiednio kształconych.

      Delete
    2. Ponoć pierwsza taka szkoła powstała przy fabryce cygar. Widać to taka tradycja, że dzieci chodzą zaczadzone i mają oryginalne, kreatywne pomysły.

      Delete
    3. Z tych pozbieranych zewszad wiadomosci i opowiastek na temat Waldorfian, powiadam... nie wiem, jak ja wytrzymam do stycznia!

      Delete
    4. Sama poczytaj
      Niepubliczne Przedszkole Waldorfskie w Warszawie na Żytniej. Zastanawiam się co bym musiała wypalić, żeby tak lać wodę.

      Delete
  21. Oj luuuudzie, jak Ciebie wyceniają na 20ojro, to ani chybi reszta blogerów będzie musiała dopłacać.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Juz tylko na 19,45 EUR Widocznie przeczytali, ze zebral sie spontaniczny crowd funding i publika ciska we mnie milionami :-)))

      Delete
  22. Swego czasu, zapisując córkę do państwowego przedszkola w PL też musiałam wypełnić podobną ankietę. Miała wtedy 2,5 roku i miałam napisać o jej szczególnych uzdolnieniach i zainteresowaniach :) (poza wieloma innymi sprawami oczywiście). Nie miałam jednak zbyt dużego wyboru placówek, bo w mojej pipidówce są trzy przedszkola państwowe (do takiego z ideologią lub szczególnym programem musiałabym wozić jakieś 70 km w jedną stronę ;) )
    Kinga

    ReplyDelete
  23. Ile mnie przygód omija przez moje lenistwo! Bo ja idę po bandzie: szkoła rejonowa, bo blisko i sami mogą jeździć i wracać, choćby piechotą, przedszkole dla Wojtka koło szkoły, żeby bracia mogli go odbierać. A potem trochę mi wstyd, kiedy słyszę o cudownych szkołach i genialnych przedszkolach, do których znajome matki wożą dzieci przez pół miasta albo jeszcze dalej. A mnie się nie chciało. I dzieci mają w plecy na starcie.

    ReplyDelete