634

[27 Nov 2010]
634.

(...)
O świcie świat wyglądał jak posypany cukrem pudrem.
Kilka godzin później przyrost naturalny biegał po podwórku i tłukł się na mikrośnieżne, brudnozielone kulki.
Śnieg się roztopił, mróz pozostał.
Przy sobocie Christmas Fair.
Kwesta na rzecz miejscowych zuchów.
Festiwal rękodzieła, domowe słoiki prezerw i czatnejów, kuchenne wypieki sypane cukrem i przekładane masłem lub dżemem z agrestu, loteryjki i tombole.
Miejscowi wnoszą już do domów świerki.

(...)
Dzwonią matki by pytać: What’s up? bądź ¿Que pasa?, że nie widać nas na mieście od tygodnia.
Mówię, że wirus, glut, katar, smarki, zakażenie drogą kropelkową, że zamiast śpiewać chodzimy na spacery w pole, aby nie rozsiewać zarazy.
- Oszalałaś??? – mówią matki. – Przecież wszystkie dzieci nam tu kaszlą i rzężą!
... ciekawe dlaczego (!)...
Chyba nie wyrwiemy się z tego zaklętego koła glutów.

©kaczka
2 comments on "634"
  1. my juz tez bylismy 3 razy na spacerze:) Dzisiaj jednak i wczoraj nigdzie nie wyszlismy, bo wydaje mi sie ze jest za zimno. Choc moze lepiej byloby hartowac nasza kruszynke(?)

    ReplyDelete
  2. Jak sie polozna dowie, ze trzymacie dziecko w domu... :-)
    Dzis wyslalam Norweskiego na spacer z Dynia owinieta we wszystko, co wpadlo mi w rece. W rezultacie, gdy wrocili z calej Dyni widac bylo tylko nos :-)

    ReplyDelete